Wzrastajcie raczej w poznaniu Jezusa
Napisał Bartosz Sokół

Istnieje tylko jedna motywacja zdolna popchnąć chrześcijanina w głęboką przepaść poświęcenia. Wszystkie inne napotykają na mur strachu, asekuranctwa i wątpliwości, nie sięgając ostatecznie celu.

Wszystko zaczyna się w miejscu objawienia Chrystusa. Objawienie oznacza odkrycie tego, co było zakryte i rozświetlenie tego, co pozostawało w ciemności. Jeśli istnieje jakiekolwiek przeżycie, wspólne wszystkim pokoleniom oddanych chrześcijan, musimy nazwać je doświadczeniem piękna Chrystusa.

Chrystus jest zawsze „więcej niż”. Więcej niż Nauczycielem, więcej niż Zbawicielem, a nawet więcej niż Panem. To „więcej niż” rozciąga się na wszystko, cokolwiek tylko jesteśmy w stanie dostrzec i nazwać. Chrystus jest rzeczywistością, w której istnieją wszelkie byty. Jest odbiciem chwały niewidzialnego Boga, jego pełnią i urzeczywistnieniem. Jest najwznioślejszą i zarazem najgłębszą ideą, z jaką spotkał się kiedykolwiek ludzki umysł. Istnieje nieskończona przepaść między żydowskim nauczycielem a niebiańskim Synem Bożym, metafizycznym początkiem i końcem rzeczywistości. Tą przepaść pokonuje się dzięki kładce objawienia. Świat nie poznał Syna, gdyż nie wstąpił na drogę objawienia. Uwielbienie nie istnieje tam, gdzie nie zaistniało uprzednie objawienie. W życiu chrześcijanina musi nastąpić moment duchowego oświecenia, w którym, choćby przez chwilę, ogląda w swoim duchu zachwycający krajobraz Chrystusa. Ten przebłysk wieczności staje się niewzruszonym fundamentem późniejszej miłości. Kiedy promień wieczności rozświetla w naszym sercu Chrystusa, następuje proces chrześcijańskiego wzrostu.

Apostoł Piotr, kończąc swój drugi list, podsumowuje go słowami: Wzrastajcie raczej w (...) poznaniu (...) Jezusa. Oto negacja wszystkich innych duchowych kierunków. Piotrowe raczej wskazuje na centralny punkt chrześcijańskiego doświadczenia. Ten sam list zaczyna się prezentacją brawurowej prawdy, która spoczywa dzisiaj pod grubą warstwą kurzu w doktrynalnych piwnicach Kościoła: Łaska i pokój niech się wam rozmnożą przez poznanie Boga i Pana naszego, Jezusa Chrystusa. Nie ma innej drogi do zwycięstwa nad strachem i żadnej bocznej ścieżki do życia pełnego łaski. Głębsze zrozumienie Chrystusa skutkuje intensywniejszym doświadczeniem pokoju i silniejszą manifestacją łaski. Kościół, który pisze książki na temat zasad pokonywania strachu i dziecięciu kroków do życia pełnego łaski zgubił jedyny klucz do skarbców nieba. W Chrystusie ukryte są wszystkie skarby mądrości i poznania – pisał Apostoł Paweł. W jaki sposób odróżniam fałszywych nauczycieli od prawdziwych? Dla fałszywych Chrystus jest pretekstem, dla prawdziwych kontekstem. Jeśli ktoś wychodzi od Chrystusa, zmierzając do głębszych i bardziej atrakcyjnych prawd, to przypomina mieszkańca pustyni wybierającego się do miasta po worek piasku. Ruch Zielonoświątkowy zbyt często wpada w pułapkę traktowania Chrystusa jako stacji na drodze do Ducha Świętego. Nic bardziej mylnego. Duch Święty nie jest Prawdą, lecz wprowadza w Prawdę. Nie jest sam w sobie Skarbem, lecz przewodnikiem do niezgłębionych bogactw Syna. Istnieje wiele systemów traktujących Chrystusa jako element większej całości, lecz prawdziwe chrześcijaństwo nie posiada jakiejkolwiek rzeczywistości przewyższającej Chrystusa. Jezus może być socjalistą dla komunizmu, pacyfistą dla humanizmu i buntownikiem dla hipisów, ale dla chrześcijaństwa zawsze będzie wszystkim we wszystkim. Mówi się, że współcześni chrześcijanie potrzebują współczesnych tematów, więc kazania na temat biblijnych zasad zarządzania finansami i czterech kroków do radosnej przyszłości prawie całkowicie wyparły zwiastowanie na temat preegzystencji, boskości czy suwerenności Chrystusa. Wydaje się więcej książek na temat biblijnej diety niż nieskończonej chwały Bożego Syna. Dokąd to prowadzi? Do duchowego ubóstwa, spłyconego chrześcijaństwa i teologicznego chaosu. Kaznodzieja, który nie czyni z Chrystusa przyczyny i celu zwiastowania, nie może nazywać się chrześcijańskim kaznodzieją. Gdziekolwiek jadę w niedzielny poranek, wypatruję posłańca, który pozwoli mi doświadczyć kolejnego błysku objawienia Chrystusa. Tęsknię za nauczaniem, które utwierdza w mojej świadomości wspaniały obraz Bożego Syna. Kazanie o uwielbieniu sprawia, że dostrzegamy potrzebę uwielbienia, lecz poruszające kazanie o krzyżu sprawia, że uwielbiamy. Dziękczynienie nie rodzi się podczas kazań o dziękczynieniu, pojawia się wszędzie tam, gdzie zwiastuje się miłość Chrystusa. Strach nie boi się przemówień o pozytywnym autowizerunku, ucieka jednak w popłochu z serc, w których kształtuje się obraz absolutnej supremacji zwycięskiego Króla Królów. Człowiek nie potrzebuje zmagać się ze swoją nędzą, jeśli zajmuje się chwałą Chrystusa.

Pamiętam wiele wieczorów, podczas których płakałem z powodu własnej bezsilności. I wtedy przychodził Pocieszyciel. Nie wskazywał na tego lub innego proroka, nie mówił, że jestem lepszy niż myślę, że jestem. Kierował mój wzrok na Jezusa, pokazując coś, czego nie dostrzegałem nigdy wcześniej. I nagle stawałem się tak bardzo zachwycony doskonałością Chrystusa, że zapominałem o braku własnej. Tylko w cieniu krzyża mój grzech stawał się karłem. W każdym innym miejscu wyglądał na olbrzyma. Tylko przed Tronem Wszechmocnego Króla Królów moje problemy przestawały oddychać. W każdym innym miejscu głośno krzyczały, domagając się uwagi. Dlatego właśnie Duch Święty zawsze wskazuje na Chrystusa, zawsze prowadzi do Chrystusa i zawsze zanurza w objawieniu Chrystusa. Nie potrafi pracować w inny sposób, gdyż zaparłby się swojej doskonałości.

Powinniśmy skoncentrować wszystkie duchowe siły na kontemplacji Chrystusa. Umysł wypełniony Chrystusem nauczy się radości, a życie doświadczające objawienia Syna znajdzie w nim swój sens. Życzę wam, drodzy czytelnicy, abyście każdego dnia wpatrywali się w Sprawcę i Dokończyciela wiary. Nie ma innej drogi do pełni chrześcijańskiego życia.

Artykuł pochodzi ze strony Należeć do Jezusa.